Rozstanie - jak przejść je bez rozpadu psychicznego?
Rozstania rzadko są proste. Nawet jeśli decyzja została pieczołowicie przemyślana, przyjrzeliśmy się wszystkim “za i przeciw” setki razy z różnych perspektyw, przedyskutowaliśmy konsekwencje ze sobą, przyjaciółką, bratem, kotem i konewką, to wciąż decyzji tej często towarzyszy napięcie, niepewność i pytanie: no to co teraz z nami będzie?
Kiedy znajdziemy się na zakręcie - czyli sytuacja, w której się rozstaniemy
Klamka zapadła, tak? W takim razie zacznijmy od bazy, która wydaje się trywialna, lecz jest kluczowa i bardzo ważna: zadbania o czas i przestrzeń na rozmowę. Musimy stworzyć takie warunki, w których obie strony będą mogły być obecne i względnie bezpieczne. To nie powinna być rozmowa w biegu ani między jednym a drugim obowiązkiem.
Warto też mieć świadomość, że druga osoba może zareagować bardzo różnie i ma do tego prawo. Złość, smutek, wycofanie, niedowierzanie. Nie mamy na to pełnego wpływu, ale możemy zadbać o sposób w jaki mówimy. Pomocne jest trzymanie się siebie: mówienie o swoich decyzjach, swoich odczuciach, swoich powodach, zamiast oskarżeń czy rozliczeń.
Rozstanie to też moment bardzo konkretnych pytań: co dalej z codziennością? Jak dzielimy wspólne rzeczy, przestrzeń, zobowiązania? Co ze wspólnymi znajomymi? Jak widzimy możliwość spotykania się z nimi? A może chcielibyśmy utrzymać kontakt z rodziną ex? Co z opieką nad dziećmi/zwierzętami/tamagotchi? To są tematy, które nie brzmią romantycznie, ale mają ogromne znaczenie dla tego jak przejdziemy przez ten proces.
💡Godną polecenia pozycją jest w tym zakresie “Sztuka rozstania” pióra Agaty Stoli, Roberta Kowalczyka i Dawida Krawczyka.
Świat rozpędził się niebezpiecznie - czyli co robić już po rozstaniu
Na początek warto dać sobie prawo do przeżywania tego, co się z nami dzieje. Smutek, złość, żal, ulga, pustka - to wszystko może pojawiać się naprzemiennie. Rozstanie to wszakże nie tylko koniec relacji, lecz także utrata pewnej wizji przyszłości, przyzwyczajeń, codzienności.
Wiele osób próbuje w tym czasie wszystko zrozumieć, z mechaniczną precyzją rozłożyć wątki na czynniki pierwsze. Jasne, szukamy sensu. Jeśli robimy to jednak kosztem kontaktu z emocjami, to wcale nie sprawi to, że owe uczucia i przykrości znikną. Gdy wyprosimy smutek za drzwi, to ten smutek wciąż tam będzie i tylko przyczai się, by z marszu wleźć do środka przy pierwszej najbliższej okazji.
Dlatego tak ważne jest, żeby dać sobie przestrzeń na przeżywanie. Pomocne bywa nawet bardzo proste narzędzie: nazywanie tego, co się dzieje. „Czuję smutek”. „Czuję złość”. To może brzmieć banalnie, ale pomaga uporządkować doświadczenie i wrócić do kontaktu ze sobą.
Czego mi zabrakło?
Kolejnym krokiem może być przyjrzenie się swoim potrzebom. Możemy zadać sobie pytanie: jakie moje potrzeby nie zostały zaspokojone w tej relacji? A które z nich były?
Nie chodzi o szukanie winy, a bardziej o zrozumienie:
czego mi brakowało
co było dla mnie ważne
co chciałbym/chciałabym inaczej w przyszłości
Czasem pomocne jest nawet spisanie tych potrzeb. Możemy też poszukać list potrzeb i sprawdzić, co w tym momencie jest dla nas najważniejsze. Na czym chcemy się teraz skupić? I co mogłoby być pierwszym, małym krokiem w kierunku zadbania o tę potrzebę?
Pozwól Bridget Jones być Bridget Jones
Kultura — a wraz z nią popkultura — bardzo wyraźnie nas do czegoś socjalizuje. Często dostajemy przekaz, że rozstanie to czas chaosu, impulsywności, „bycia messy”, podejmowania nierozsądnych decyzji i pakowania się w trudne czy problematyczne sytuacje. Wystarczy spojrzeć na to, jak często ten schemat pojawia się w filmach czy mediach społecznościowych.
Dobrym przykładem może być choćby “Dziennik Bridget Jones” - film, który dla wielu osób jest ciepły, kojący i traktujący o odnajdywaniu siebie, a jednocześnie utrwala pewien obraz funkcjonowania po rozstaniu. Takie historie budują w nas określone oczekiwania wobec samych siebie. W efekcie wchodzimy w dorosłość z gotową wizją tego, jak powinniśmy przeżywać rozstanie i kim powinniśmy się wtedy stać.
Dlatego warto się zatrzymać i zadać sobie kilka pytań:
Co dla mnie właściwie oznacza bycie singlem? Z jakimi potrzebami i wartościami się to łączy?
Jak nie Bridget, to kim niby jestem?
Kiedy mówimy o wartościach, mamy na myśli to, co jest dla nas naprawdę ważne - pewne idee, cechy, kierunki, które nadają sens naszym działaniom. To nie są konkretne cele do odhaczenia, bardziej myślimy o nich jak o życiowych drogowskazach.
W tym kontekście można zapytać:
Kim chcę być w tym momencie swojego życia?
Czy ważne jest dla mnie definiowanie siebie jako singla/singielki lub jako kogoś “po rozstaniu”?
Czy chcę doświadczać tego czasu w sposób, który jest kulturowo “oczekiwany”, czy raczej na własnych zasadach? (jakich?)
I dalej: co mogę zrobić, żeby nie wchodzić automatycznie w narzucone schematy? Jak mogę przeżywać ten czas w sposób bardziej zgodny ze sobą?
Warto też przyjrzeć się temu, skąd właściwie wiemy to, co wiemy o sobie w tych kontekstach i komu te przekonania służą.
Ponieważ rozstanie sprzyja intensywnej zadumie i niczym Telimena w “Panu Tadeuszu” bywa, że często można nas odnaleźć w “Świątyni dumania”, to spróbujmy wykorzystać ten czas ku jeszcze jednej refleksji: przyjrzyjmy się temu, jak do tej pory radziliśmy sobie w trudnych momentach.
Nazwijmy i spróbujmy zrozumieć nasze reakcje, myśli oraz zachowania, które pojawiały się po różnych doświadczeniach, szczególnie tych trudnych. Co robiliśmy, żeby poczuć się choć trochę lepiej? W jaki sposób próbowaliśmy sobie pomóc? Co pomagało nam zachować poczucie integralności? Co sprawiało, że mimo trudności mogliśmy myśleć o sobie jako o osobach działających w zgodzie z własnymi wartościami?
Jak chroniliśmy siebie?
To dobry moment, żeby zastanowić się, skąd właściwie wiemy, jak to robić. Gdzie się tego nauczyliśmy? Jak nazwalibyśmy tę umiejętność?
Pomocne może być sięgnięcie pamięcią do wcześniejszych doświadczeń, nie tylko tych związanych z relacjami romantycznymi, ale też z dzieciństwa czy okresu dorastania. Czy były momenty, w których korzystaliśmy z podobnych sposobów radzenia sobie? W ten sposób możemy zacząć budować historię tej umiejętności w naszym życiu: jak się rozwijała, dlaczego stała się dla nas ważna, co nam dawała. A potem spojrzeć w przyszłość: jak chcemy z niej - z tej umiejętności - korzystać dalej? Jak możemy ją wzmacniać i rozwijać?
Na koniec warto też wyjść poza własną perspektywę i zadać sobie pytanie: co inne osoby mogłyby powiedzieć o tej naszej umiejętności, o tej naszym skrawku osobowości? Co mogłyby w nim docenić?
Dwa obrazy
Wiele osób doświadcza też silnej potrzeby wracania do przeszłości, czy to przeglądając stare zdjęcia, czy czytając dawne wiadomości, analizując prowadzone rozmowy. Często robimy to po to, żeby znaleźć nowe znaczenia: może coś przeoczyliśmy, może coś zrozumiemy inaczej. Bywa też, że w ten sposób próbujemy wywołać u siebie określone emocje.
Tylko że… to wszystko już wiemy.
Wyobraź sobie, że stoisz w galerii sztuki. Przed Tobą są dwa obrazy.
Pierwszy, po lewej stronie, to przeszłość. Dzieło pełne szczegółów, znaczeń, wspomnień. Możemy go sobie wyobrazić dowolnie, czy to będzie klasyczne malarstwo, czy sztuka nowoczesna. To wszystko, co już wiemy: o relacji, o sobie, o drugiej osobie, o tym, jak interpretowaliśmy różne sytuacje. Ten obraz został już wielokrotnie obejrzany i przeanalizowany.
Obok niego wisi drugi obraz. Może jest mniej wyrazisty, może nawet wydaje się pusty. To obraz teraźniejszości i przyszłości, czegoś, co dopiero zaczynamy tworzyć i nabiera formy - jest to pewnego rodzaju performance i projekt w budowie. Mamy wolność wpłynięcia na jego kształt, na jego wygląd, wtłoczenia w niego dowolnej symboliki.
Jeśli i tak jesteśmy w trudnym, przytłaczającym momencie, powracanie wyłącznie do tego, co już znamy, rzadko przynosi realną ulgę. Alternatywą może być skierowanie energii w stronę tworzenia tego drugiego obrazu. Jak powinien on wyglądać? Co powinno się na nim znaleźć, by był on przynajmniej równie zachwycający?
„Napisać czy nie napisać?”
Musimy odnieść się do pytania-klasyka, które pojawia się częściej niż ciągi na matematycznej maturze. Po rozstaniu bardzo często pojawia się potrzeba kontaktu z byłymi. Zatrzymajmy się i zapytajmy samych siebie:
a po co w ogóle chcę to zrobić?
Czy chodzi o zmniejszenie napięcia, które odczuwam? O uśmierzenie smutku? O uzyskanie jakiejś reakcji lub konkretnej odpowiedzi?
Mierzyć się z owymi myślami jest rzeczą ludzką. Przy czym warto być wobec siebie uczciwym. Czasem taki kontakt może być próbą poradzenia sobie kosztem z tym co dla nas trudne kosztem drugiej osoby, użyciem jej do regulacji własnych emocji. Jakąkolwiek nie mamy teraz opinię o drugiej osobie, to ta druga strona również potrzebuje przestrzeni, żeby przeżywać to, co się wydarzyło.
Dlatego pomocne może być wprowadzenie małego bufora między impulsem a działaniem. Na przykład:
zanim się odezwę, dam sobie chwilę;
nagram to, co chciał_bym powiedzieć, odtworzę i posłucham, czy to ma sens;
zrobię coś bardzo prostego i konkretnego, jak wyjście na krótki spacer czy zjedzenie czegoś;
Czasem to wystarczy, żeby impuls trochę opadł i żebyśmy mogli podjąć bardziej świadomą decyzję.
Finisz: to, że jest lepiej, nie zawsze oznacza, że czujemy się lepiej
Proces dochodzenia do siebie nie jest liniowy. Może się zdarzyć tak, że wszystkie znaki na niebie i jaskółki tego świata wskazują, że jest już spokojniej, a my nadal czujemy smutek albo pustkę. To nie znaczy, że coś poszło nie tak. Potrzebujemy czasu i akceptacji.
